środa, 30 kwietnia 2008

Śmietniki z Unii Europejskiej

Unia Europejska przeznacza najwięcej pieniędzy z wszelkich podmiotów międzynarodowych na pomoc biednym krajom. W Bośni i Hercegowinie najbardziej widowiskową formą pomocy, były kosze na śmieci i tablice informujące turystów co jest czym.

Owe tablice przyczepiane na obiekty zabytkowe nie były zbyt estetyczne. Przytwierdzony kawał przezroczystego szkła/plastiku z żółtymi literami, przeważnie sporego formatu. Z nimi spotkałem się tylko w Blagaju, widziałem dwa egzemplarze pomocy. Tam też siedziałem sobie na ławce zmontowanej i postawionej za pieniądze UE. Nic specjalnego, bez oparcia, zwykłe kilka desek złączonych, na lata to raczej nie posłuży. W Počitelju i wcześniej w Blagaju stały kosze na śmieci, również zakupione ze środków UE. Stoją one w takich miejscach, że zastanawiam się kto je opróżnia. Ale to już nie moje zmartwienie. Śmieszy mnie jeszcze umieszczana na każdym kuble tabliczka informacyjna, jest się czym chwalić. Poza tym inwestycja w ochronę środowiska słuszna sprawa, a może tak segregacja? Powyżej tablica na ruinach meczetu w Blagaju i znajdujący się obok kosz

wtorek, 29 kwietnia 2008

Počitelj

Medjugorie to dobra miejscowość z racji dużej bazy noclegowej. Jej położenie daje spore możliwości na obejrzenie wielu miejsc w okolicy. Same szczere chęci nie wystarczą. Jak się zna godziny odjazdów autobusów to nie ma problemu, bo raczej nie mają poślizgów, wszak ludzie do pracy jadą. Gorzej jak się stoi i wyczekuje, aż wreszcie coś przyjedzie. W przypadku Počitelja znaliśmy godziny przyjazdu autobusu od pani z Pekary i nie czekaliśmy długo. Kierowca ciut zasypiał za kierownicą, ale co tam. Gorzej, że niewielki odcinek drogi trzeba pokonywać na raty, z przesiadką w Čapljinie. Tak znowu tam! Kierowcy lepiej powiedzieć, gdzie chce się wysiąść, bo mogą powstać problemy, jak u pana z Gazety.

Ale do rzeczy. Počitelj to świetne miejsce na sesję zdjęciową w stylu orientalnym. Tam jest naprawdę pięknie! Owe piękno wypływa już z samego faktu, że nie ma turystów, więcej osób sprzedaje pamiątki, niż chce je kupić. Czyli panuje cisza, spokój, tylko mężczyzna sprzedający obrazy pod meczetem głośno rozmawia przez telefon, nie czepiajmy się. Jednak prawdziwe piękno wypływa z tych budowli, miasta opartego na skale.

Malowniczo położona pośród zieleni i rzeki Neretwy XVI-wieczna pamiątka z okresu dominacji tureckiej na Bałkanach. Zamek górujący nad miastem to pozostałości po Rzymianach, wykorzystane przez Turków, czyli połączenie dwóch kultur.

Z praktycznych informacji to nie ma żadnych biletów wstępu, w zamku trzeba uważać, bo ciemno, schodki nierówne, zarośnięte dojście i ogólnie rzecz biorąc nieupilnowany to zabytek.

Istota będzie raczej zawarta na zdjęciach niż w opisie. Na górnym zdjęciu widać zdecydowanie najwięcej. Nie ma tylko zamku, bo jest stamtąd robione.

Tutaj też sporo widać, zamek i wieża zegarowa z XVII wieku
Meczet Hadži-Alija z XVI wieku
Niezła kompozycjaMówiłem, że zamek to ruiny?
Odźwierny, tutaj będę sprzedawał bilety ;)

poniedziałek, 28 kwietnia 2008

Wodne cuda

Figura Zmartwychwstałego Zbawiciela

"Po południowo-zachodniej stronie kościoła przy drodze w kierunku cmentarza na Wielkanoc 1998 roku postawiono wykonaną z brązu figurę Zmartwychwstałego Zbawiciela (dzieło słoweńskiego rzeźbiarza Andreja Ajdiča)." - strona Medjugorje.hr

Potwierdzam, że jest coś takiego. Do tej pory, tzn od chwili obecności przy figurze do dnia dzisiejszego, znałem nazwę Figura Chrystusa Cierpiącego, bardziej pasowało mi to do wywierającego wrażenie widoku, ale niech pozostanie jak piszą bardziej obeznani. Szkoda, że nie piszą właśnie o walorach artystycznych, przydałby się kwiecisty art-język. Ja go nie użyję, ponieważ ciężko mi wychwycić owe walory. Napiszę tylko, że figura Chrystusa nie posiada krzyża (leży on z tyłu na ziemi), w związku z tym nie rozumiem zamysłu artysty dlaczego Chrystus tkwi w powietrzu. Dodatkowo z pomocą tej figury w Medjugorie przyszły kolejne cuda. Otóż z jednego z kolan wypływa woda.

Jako, że to cud to ludzie chętnie ustawiają się w kolejce, wyjmują chustki, różańce i pocierają nim gdzie trzeba. Inni tylko spojrzą, pomodlą się na uboczu, można także usiąść na ławce i poobserwować. Tak też zrobiłem. W oczy rzucił się jeden mężczyzna, działający chyba w grupie zorganizowanej, albo przynajmniej na jej rzecz. Moment, w którym siedziałem obok, wykorzystał na potarcie kolana około dwudziestoma różańcami, ale to nie koniec. Ktoś robił mu kilka razy zdjęcie, także czekali na dobre ujęcie, co nie jest łatwe, bo pod wieczór od tyłu figury, zachodzi słońce. Zastanawiałem się po co mu tyle tych różańców dotkniętych cudowną mocą wody, a pan w międzyczasie przeszedł na koniec kolejki, bo powstał niezły korek, i za chwilę ponownie był przy kolanie tym razem z około dwudziestoma chusteczkami. Hurtownik bez umiaru... Jak odchodziłem stamtąd, ten sam mężczyzna ponownie ustawił się na końcu kolejki. Z jego rozmowy z osobą, która mu wcześniej robiła zdjęcia wynikało, że jest z Włoch. Ciekawe co jeszcze miał w zanadrzu?

Tak wygląda figura po mocnym rozjaśnieniu

niedziela, 27 kwietnia 2008

Podbrdo i Kriżevac

Podbrdo i Kriżevac to dwie góry-trasy, które pokonują pielgrzymi. Wchodzi się po ostrych kamieniach, trzeba uważać gdzie się nogi stawia itd. Mnie stopy bolały po wejściu i zejściu w obuwiu, inni wchodzili i schodzili na bosaka, a gdzieś wyczytałem, że na kolanach to robią, co wydaje mi się niemożliwe, ale...dla chcącego nic trudnego. Ogólnie obydwie góry potraktowaliśmy bardziej jako cel sam w sobie, inaczej mówiąc jako wyczyn sportowy. Ludzie często poświęcają się tam zadumie, czemu sprzyja Droga Krzyżowa i ciągła modlitwa. Panuje strefa ciszy. A my urządziliśmy sobie wyścigi. Chyba pobiliśmy jakiś rekord w szybkości wejścia i zejścia.

Na górze Kriżevac (ta z dużym białym krzyżem na wierzchołku) zdziwił mnie jeden delikwent sprzedający napoje. Człowiek wchodzi codziennie na górę z lodówką pełną puszek z colą. To nie jest żaden problem wejście pod górę dla mężczyzny w sile wieku. Widać, za dużo sytuacji jeszcze mnie bulwersuje.
Za każdym razem zastanawiałem się ile prawdy jest w tych wszystkich widzeniach, cudach itp. Czyli w jakim stopniu sukces komercyjny Medjugorie zależy od wyobraźni człowieka. Moze na ten temat napisze pracę magisterską. Tym niemniej mieszkańcy Visoko mogliby uczyć się marketingu od ludzi z Medjugorie.

To co widać powyżej i poniżej to podejście pod Podbrdo, podobno byłą kiedyś wąską ścieżką.

sobota, 26 kwietnia 2008

Punkty informacji turystycznej w BiHu

Na chwilę proszę zapomnieć o chronologii wydarzeń mającej miejsce na blogu. Postanowiłem opisać jak się ma informacja turystyczna w Bośni i Hercegowinie. Korzystaliśmy z niej trzykrotnie - w Blagaju, Sarajewie i Medjugorie. Najczęściej źródłem naszych zainteresowań były połączenia autobusowe, bardziej szczegółowo interesowały nas konkretne godziny odjazdów.

Blagaj - Mała budka, która mieści się ona tuż przy zjeździe w dół do źródła Buny i Domu Derwiszów. Siedzi tam miły, młody chłopak, który w miarę orientuje się, co dzieje się w okolicy i starał się pomóc jak mógł. Bez rozkładu jazdy określił, kiedy przyjedzie autobus. Rozkład też się znalazł - w restauracji vis a vis przystanku autobusowego. Proponuje xero jakieś zrobić. Za dobre chęci 4/5.

Sarajewo - Tourist Info mieści się w jednym z kiosków sprzedającym pamiątki na Starym Mieście, niedaleko studni Sebijl. Informacja jest dobra, rzeczowa i konkretna. Pan tam siedzący ma rozkłady jazdy, można zaopatrzyć się w jakieś foldery i ulotki, pracownik powie jak dojechać do którego dworca, ogólnie jest pomocny. Wychodząc z budki będziesz zadowolony, tylko przy okazji prześmiardnięty tytoniowym dymem. Udzielający informacji nie czuje potrzeby wyjścia z papierosem na zewnątrz, co gorsze, jak byliśmy w środku cały czas palił. Za wiedzę 5, za kulturę osobistą 2. Dlaczego nie 1? Bo w Bośni jest rzeczą normalną palenie papierosów wszędzie gdzie się da, taki nawyk. Na przykładzie BiHu widać jaki postęp uczynili w tej kwestii Polacy.

Medjugorie - Informacja turystyczna mieści się po lewej stronie od kościoła. Dobrze wyglądający pawilon tuż obok supermarketu z dewocjonaliami. Siedzi sobie kobieta oddzielona wysokim biurkiem od petentów. Wydawać by się mogło, że siedzi tam za karę. Nie ma w ogóle ochoty udzielać informacji i każdego kolejnego klienta traktuje jak zło konieczne. Na pytania o której godzinie odjeżdżają autobusy nie zna odpowiedzi, czy w ogóle jeżdżą i dokąd też nie wie. Tyle, że to jako mieszkanka mogłaby już pamiętać. Na nasz wyraz twarzy niezadowolenia, robi jeszcze gorszą minę niż przedtem, a myślałem, że to już niemożliwe. Jedyne na co zdołała odpowiedzieć, to po pytaniu "to kto wie?", burknęła, że "może na poczcie wiedzą". Taaa...może wiedzą. To w takim razie w Tourist Info wysyła się listy. Tuż za nami weszła kobieta, Polka i zapytała gdzie można dać na msze za coś tam, odpowiedzi nie słyszałem, ale pomyślałem sobie, że jest to może informacja kościelna. Wtedy można to nazwać np. "punkt obsługi pielgrzyma", albo lepiej "kancelaria parafialna". Ogólna ocena za zachowanie i za udzieloną informację wynosi całe 0, słownie: zero.

O rozkłady jazdy, atrakcje turystyczne itp. rzeczy lepiej pytać mieszkańców, np ludzi u których się mieszka, tudzież w sklepach, może i na poczcie... Jak zapytaliśmy się w pekarze w Medjugorie o autobus to ściągnęli dziewczynę z zaplecza, całą umazaną mąką, i udzieliła nam konkretnej informacji. Może tak lepiej?

Co do znajomości języków tych osób się nie wypowiadam, bo zawsze pytał Sebastian w ich rodzimym języku, więc nie mieli okazji się wykazać.

piątek, 25 kwietnia 2008

Owoce

Pisałem już o królestwie plastiku w Medjugorie, to może teraz o królestwie owoców.
Rośnie ich tam kilka gatunków i dopiero w zetknięciu z nimi w naturalnym środowisku widać czasem ich mankamenty. Ale też, może lepiej głównie ich prawdziwą wartość. Raz, że cieszą oko. Dwa, że przynajmniej niektóre smakują wyśmienicie.

Na przykład pierwszy raz w swoim życiu miałem okazję spróbować świeżych fig, które przyniosła nam gospodyni u której mieszkaliśmy. I skończyło się na spróbowaniu. Usilnie będę trzymał się wersji, że lepiej smakują te suszone. Świeże na domiar złego szybko się psują i trzeba się było ich czym prędzej pozbyć.
Winogrona, "prosto z krzaka" za to są przepyszne, w całym Medjugorie rośnie bardzo dużo winorośli, wręcz całe aleje, stąd ich nazwa Vinska cesta. Brzmi to jak widać na tyle romantycznie, że skłania do miłosnych uniesień, czego skutkiem jedna z bocznych alejek od centrum życia modlitewnego była wręcz usiana prezerwatywami.

Inne owoce z którymi można się spotkać w Medjugorie to granaty. Wiszą na gałęziach, jakby smutne. Nie próbowałem, nie wiem dlaczego. Chyba w nazwie jest coś niesympatycznego.
Kolejnym owocem, które akurat rosło na naszym balkonie, tworząc również zadaszenie tarasu ludziom u których mieszkaliśmy, było kiwi. Zawsze lubiłem kiwi, ale tam nie miałem ochoty nawet spróbować. Dlaczego? Nieprzyjemny zapach liści tego owocu nie skłania do rozsmakowania się nim.

Na koniec wychodząc poza owoce prezentuję zdjęcie zatytułowane "w przygotowaniu do Hallowenn".

czwartek, 24 kwietnia 2008

Plastikowe Międzygórze

Powyżej jakże wymowne zdjęcie. Zatytułowałbym je "zagubiony w królestwie plastiku", chociaż żadnego komentarza nie potrzebuje. Jak to jest, że fotografie na których pojawiam się przez przypadek pokazują tak naprawdę najwięcej?

W Medjugorie plastik przeznaczony na różańce, figurki i wszystkie inne gadżety związane z tym miejscem można liczyć w tonach. Stragany z dewocjonaliami we wszelkich kształtach, kolorach, z różnorakiego tworzywa (plastik dominuje) i we wszystkich językach świata - nawet po koreańsku były - stanowią 90% działalności gospodarczej tej miejscowości. Reszta to gastronomia, hotelarstwo, usługi przewozowe - kolejność przypadkowa. Podejrzewam, że każda szanująca się rodzina ma swój stragan, a niektóre nawet całe supermarkety. Niedaleko kościoła mieści się coś na wzór pasażu handlowego. Można nic nie robić tylko wydawać pieniądze. Ludzie chętnie z tego korzystają. Tylko ceny jak na polskie warunki wysokie, od razu widać, że nie jesteśmy tam szanowani jako klienci, ale taki nasz los. Włosi za to szaleją. Oni lubią pokazać, że ich stać. Bez dwumetrowej figury Matki Boskiej nie wracają do domów. Sam widziałem jak pakowali się do autokarów z tego typu nowymi "meblami". Niech dojedzie w całości i niech cieszy na wieki wieków...

Na owych straganach, czasem to nazwiemy pawilonami, czasem kioskami, czasem sklepami pielgrzymi znajdą wszystko co im potrzebne, a nawet i to co im się raczej nie przyda. Krzesła, laski, poduszki, buty, wszelkie części garderoby, alkohole, widziałem nawet peleryny z parasolami, tylko zastanawiałem się nad ich celowością. Za często tam deszcz nie pada, ale zdarza się, czyli kupcy są przygotowani na każdą okazję.

Najbardziej jednak razi muzyka. Na każdym straganie leci inny hicior, czyli przeróbki Ave Maria na każdą możliwą modłę i w każdym języku świata. Jak to się nazywa? Sacro polo, Sacro Turbo, Sacro Disco czy jeszcze inaczej?

Waluty obowiązują wszystkie. W Medjugorie w sklepie płacąc Euro - dostałem reszty w bośniackich Markach i chorwackich Kunach jednocześnie. Później je wydałem w tymże sklepie bez krzywych spojrzeń.

Jako humorystyczny akcent całego tego biznesu można uznać, że gdzieś to wszystko zatraca się, wypada z rozpędu, a może popada w rutynę. Każda figura Matki Boskiej jest inna, w tym sensie, że były odlewane w różnych formach i wyraz ich twarzy się zmienia. Oryginalną będzie można zobaczyć w kolejnych postach. Niecierpliwym powiem w tajemnicy, że jest to ta sama twarz, która widnieje na logo pewnej toruńskiej rozgłośni radiowej. Kolejny wymowny szczegół.

Supermarket. Figury nie dotykaj, zapełniaj koszyk!