Temat zaproponowany przez Sebastiana na podstawie tekstu Dževada Karahasana stawiającego tezę i starającego się jej dowieść. Myśl przewodnia jest taka, że Sarajewo to miasto otwarte i zamknięte, inaczej można by powiedzieć, że jest różnorodne pod wieloma względami, co Karahasan próbował ująć w dwóch wyżej wspomnianych czynnikach.
1. Sarajewo jest zamknięte, ponieważ wzgórza tworzą swojego rodzaju pierścień.
Otwarte, ponieważ każdy może do niego przyjechać i nie powinien się czuć obco za sprawą wielokulturowości.
2. Strukturę zamkniętą tworzą mahale (dzielnice), gdyż podzielone są na część chorwacką, muzułmańską i serbską, otwierając się jedynie na daną społeczność. Otwarta dla wszystkich jest część miasta w dolinie. W centrum widoczna jest różnorodność, tam się pracuje, bawi, robi zakupy, tam toczy się wspólne życie.
3. Domy chorwackie i serbskie są otoczone z każdej strony płotem, tworzą aurę niedostępności. Otwarte są domy muzułmańskie, frontalne płoty są przeważnie niskie, z tyłu najczęściej nie ma ich wcale, czasem niskie żywopłoty.
4. Żeby nie było za pięknie z muzułmańskimi domami, to mają one sferę zamkniętą, przeznaczoną tylko dla domowników jak sypialnia i otwartą, dajmy na to pokój gościnny.
5. Kuchnia także stanowi świetny przykład dla udowodnienia tezy co jest otwarte, a co zamknięte. Dolma (coś jak nasze gołąbki) - farsz jest dokładnie zawinięty w kapuście bądź liściu winogron. Otwarta jest na przykład nadziewana mięsem papryka, której to potrawy nie sposób zapamiętać nazwy.
6. W tym punkcie scenariusz napisała historia najnowsza. W czasie gdy miasto było oblężone wyjazd z Sarajewa był niemożliwy. Było ono zamknięte dla zwykłych mieszkańców. Otwarte dla dziennikarzy, pomocy humanitarnej, wszelkich międzynarodowych służb porządkowych i obserwatorów. Poza tym w kategorii otwartości można ująć fakt, że miasto pomimo otoczenia i niesprzyjających ku temu warunków (brak mediów, zaopatrzenia sklepów, szpitali) funkcjonowało w miarę normalnie, czego świetnym, acz przykrym przykładem jest targowisko Markale. Miasto żyło także w wymiarze kulturalnym działały kina i teatry.
7. ? - póki co tyle - może któryś z czytelników ma jakiś pomysł?
poniedziałek, 14 kwietnia 2008
Sarajewo - miasto otwarte i zamknięte
niedziela, 13 kwietnia 2008
Begova džamija
Begova džamija lub dłuższa nazwa Gazi Husrev-Begova džamija. Słowo džamija oznacza meczet.
Dlaczego postanowiłem wyróżnić akurat tę świątynię i przyznać jej honorowe miejsce w postaci własnego posta na blogu? Jest kilka obiektywnych powodów m.in. taki, że jest to trzeci meczet pod względem wielkości w Europie, najważniejszy w Bośni i nie wiem czy nie na całych Bałkanach, poza tym jedna z niewielu, tej klasy budowli, udostępniona turystom.
Meczet został wybudowny w latach 1530 – 37. Jego twórca wzorował się na stambulskiej świątyni Ataki-paszy. Nad głównym wejściem rozpościera się sień, w której porozkładane są dywany. Niedaleko wejścia stoi šedrvan, czyli studnia zakryta drewnianą kopuła służąca wiernym do obmywania nóg. Po lewej stronie džamiji znajdują się turbety (są to muzułmańskie grobowce). Dodatkowo ważna częścią meczetu jest sahat-kula, wieża zegarowa, która właśnie wtedy przechodziła remont.
Jak pisałem Begovą džamiję można zwiedzać od wewnątrz. Działa to trochę na tej samej zasadzie co polski Sejm, czyli turyści wchodzą gdy nie ma posiedzeń. Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale do meczetu wejść można około godziny 17. Oczywiście obowiązują pewne reguły - tzn. "stosowny ubiór"(czyli zakryte części ciała). Przed budowlą pałętało się japońskie dziecko w stroju Supermana, więc tak raczej nie może być. Co opisałem i czego nie pozwoliły mi uwidocznić środki wyrazu proponuję zobaczyć na zdjęciach.




sobota, 12 kwietnia 2008
Świątynie Sarajewa
To kolejny temat którego nie da się nie poruszyć. Sarajewo to miasto w którym nagromadzenie świątyń jest chyba jedno z większych na świecie. W niewielkim promieniu od siebie stoją meczety, których jest najwięcej, kościoły katolickie, cerkwie i synagogi.
Nie jestem historykiem sztuki, aby wnikać we wszystkie te domy modlitwy od strony artystycznej, ale każda ze świątyń robi wrażenie na swój sposób, może meczety budzą lekkie znudzenie w krajobrazie, ale taki już urok tego miejsca. Jednemu z nich poświęcę więcej uwagi w następnym wpisie. W tej chwili przy pomocy zdjęć i słów staram się przedstawić religijny melanż wizytówki Bośni, Sarajewa.
piątek, 11 kwietnia 2008
Baščaršija, czyli Stare Miasto
W poprzednich postach wiele wspominałem o Starym Mieście, a tak naprawdę mało co napisałem na ten temat. Tak więc teraz, już prawie kończąc temat Sarajewa, napiszę trochę o Baščaršiji.
Wybudowana w XV-wieku za czasów Isa Beg Isaković, zniszczona przez pożar w XIX-wieku przez co dziś jest dwa razy mniejsza niż kiedyś. Władze komunistyczne chciały ją zniszczyć w latach 40. tych XX-wieku, ale na szczęście zrezygnowano z tych planów.
Ogólnie mówiąc jest to dosyć spory obszar o niskiej zabudowie. Harmonię zakłócają tylko liczne minarety wybijające w niebo. Obecnie na Starym Mieście prawie wszystko jest nastawione na turystykę, stąd sklepy w których można kupić pamiątki różnego pokroju, od plastiku po wartościowe przedmioty codziennego użytku w muzułmańskich domach. Poza tym jak ktoś lubi orientalne klimaty to może bardzo długo "błądzić" w labiryncie niewielkich ulic. Baščaršija to miasto w mieście, nawet dla turysty. Wiele hoteli i tanich noclegów znajduje się w jej obrębie, także sklepy, kramy, restauracje. Uroku tego miejsca nie umiem oddać słowami, może spróbują chociaż fotografie? Będąc w Sarajewie nie da się nie być na Starym Mieście, wszystkie drogi prowadzą na Baščaršije. Polecam zwiedzać wcześnie rano i pod wieczór.


czwartek, 10 kwietnia 2008
Mecz i ślub
W całym Sarajewie czuć pośpiech i wyczekiwanie,wcześniej niż zwykle zamykane są sklepy. Ludzie zmierzają w jednym kierunku - na stadion, mecz dzisiaj! Na szyjach szaliki, założone sportowe koszulki, wielkie trąby w rękach i głośne okrzyki. Kto nie ma auta próbuje złapać taksówkę, ale z tym może być problem. Taksówkarz też człowiek i zna swoje priorytety. Na to wychodzi, że piłka ważniejsza od biznesu.
W dniu meczu akurat zwiedzaliśmy okolice jednego z większych i piękniejszych meczetów (o tym innym razem), a także targowisko Markale. Wszędzie pustki, nieliczni turyści, czyli my jakby nie z tego świata.
Kto z kim grał nie pamiętam, za to okrzyki i klaksony cieszących się kibiców słychać było do późnych godzin nocnych. No i jeszcze jedno. Znajoma buregdžinica właśnie zamknęła swe podwoje, gdy do niej dotarliśmy. Całe szczęście, że jest jeszcze całodobowa pekara, bo jak to tak iść spać bez obiadokolacji?
Innym niecodziennym wydarzeniem, którego byliśmy świadkami w Sarajewie był muzułmański ślub. Kolumna aut nowożeńców i ich gości wyruszała akurat z okolic ratusza i Inat Kući. Cały świat musi wiedzieć cóż to za szczęśliwy dzień. Dlatego klaksony nie milkną, dlatego zielone flagi z gwiazdą i półksiężycem powiewają.
środa, 9 kwietnia 2008
Targowisko Markale
Na bazarze ruch jak zawsze. Kupcy sprzedają, klienci kupują, stragany uginają się pod ciężarem owoców i warzyw. Gdzieś na skrajach targowiska toczy się drobny handel, można tam dostać mydło i powidło, z drugiej strony staruszka zachwala kwiaty, inna proponuje kupić zioła. Jesteśmy w centrum miasta, niedaleko głównego deptaku dla turystów prowadzącego do najbardziej orientalnej Starówki w Europie, w pobliżu urzędy, ambasady. Tuż obok ulica z szynami tramwajowymi i oddzielająca chodnik od pojazdów bariera. Obecnie życie toczy się tutaj spokojnym tonem. Bazarowa rzeczywistość...
Nie zawsze tak było. Targowisko Markale bezsprzecznie może tworzyć jeden z bardziej krwawych rozdziałów historii najnowszej. Z tyłu placu na którym zaopatrują się mieszkańcy Sarajewa znajduje się bordowa ściana z wypisanymi białymi literami sześćdziesięcioma siedmioma nazwiskami ludzi, którym zabrakło szczęścia podczas robienia zakupów w południe 5 lutego 1994 roku. Wtedy na zatłoczony bazar spadł pocisk moździerzowy zabijając właśnie 67 osób, raniąc przy tym 197. Z prawej strony ściany z nazwiskami stoi kamienna tablica ufundowana przez mieszkańców Sarajewa mówiąca o tym co się tutaj wydarzyło, wskazując jednoznacznie winnych owego zajścia. Jednak kwestia sprawstwa masakry nie jest tak jednoznaczna. Odsyłam do książek. To nie koniec tragicznej historii targowiska Markale. Jeszcze w tym samym roku, 28 sierpnia, w kolejnym uderzeniu moździerza zginęło 38 osób, a 89 zostało rannych.
Dla mnie osobiście znalezienie się na targowisku Markale 13 lat po masakrze nabiera niesprecyzowanego symbolicznego wymiaru. Stojąc przed bordową ścianą z nazwiskami ofiar doskonale zapisany miałem w pamięci wieczór, dnia 5 lutego 1994 roku, właśnie poprzez to co się w nim stało. Jako ośmiolatek oglądałem wtedy wstrząsające sceny w "Wiadomościach". Niedawno natknąłem się przypadkiem na zdjęcia wykonane kiedy porozrywane fragmenty ciała ludzkiego leżały jeszcze w zgliszczach bazaru. Jedną z ofiar siła wybuchu rzuciła na barierę oddzielającą pieszych od jezdni. Tę samą, która do dzisiaj spełnia swoją rolę.
Symboliczny wymiar wiąże sie też z aspektem odległości. Kiedyś Bośnia była położonym gdzieś daleko krajem, obecnie można tam bezpiecznie pojechać, chociaż wielu ludzi zatrzymało się na etapie myślenia sprzed kilkunastu lat. Kiedy miałem niecałe osiem lat nie pomyślałbym że moja stopa nawet w nieokreślonej przyszłości stanie w tym miejscu.
wtorek, 8 kwietnia 2008
Inat Kuća
Inat Kuća, czyli Przekorny Dom. Wiąże się z nim bardzo ciekawa historia. Oto ona:
Dawno temu w Sarajewie zdecydowano się wybudować meczet dla pielgrzymów (hadžija), którzy wyruszali w długą podróż do świętego miejsca islamu, czyli do Mekki. Świątynię zamierzano wznieść na lewym brzegu Miljacki. Gdy wszystko było ustalone, okazało się, że jeszcze tylko jeden mały domek stanowił przeszkodę, gdyż znajdował się w miejscu przeznaczonym pod budowę.
Przedstawiciele władz miasta zapukali do drzwi gospodarza i powiedzieli mu, że trzeba zburzyć dom. Dostał propozycję wyboru innego, dowolnego miejsca w Sarajewie, gdzie w ramach rekompensaty miał być wybudowany jego nowy, dwa razy większy i dwa razy piękniejszy dom. Ku ich wielkiemu zaskoczeniu odpowiedź brzmiała "nie". Starzec powiedział miejskim włodarzom, że nie ma takiej ceny, dla której dałby zburzyć swój dom. Po wielu dniach usilnych przekonywań i gróźb doszło do kompromisu. Właściciel zgodził się, aby przeniesiono jego dom na drugą stronę Miljacki, cegła po cegle. Wkrótce taki sam budynek stanął po drugiej stronie rzeki, w miejscu dzisiejszego ratusza. Meczet Hadž (Hadž džamija) zbudowano, życie biegło swoim tempem.
Aż pewnego dnia nowe władze zdecydowały się wznieść budynek miejskiego ratusza. Pragnęli wybudować imponujący obiekt, który miał symbolizować spotkanie Wschodu z Zachodem w jednym miejscu. Kiedy ukończono wszystkie przygotowania, postanowiono, że jeden mały dom, trzeba usunąć z miejsca w którym ma zostać wybudowany ratusz. Zapukali do drzwi i wytłumaczyli gospodarzowi jaki jest cel ich wizyty. Ku wielkiemu zaskoczeniu usłyszeli taką odpowiedź: "Mój pradziad nie pozwolił zburzyć tego domu, więc ja też nie pozwolę. Jeśli chcecie to miejsce, przestawcie mój dom tam gdzie stał przed 200 laty." Wkrótce mały domek cegła po cegle został przeniesiony na stare miejsce, gdzie stoi do dziś i ładnie się prezentuje.
Teraz przydałby się w tym miejscu Hotel Marriott, tylko gdzie by tu przestawić Inat Kućę?



