Uliczna gra w szachy - to rozrywka jakiej można się oddać w Sarajewie. Nie jest to jakiś oryginalny pomysł bo podobne plansze widziałem już w kilku innych miastach, ale zawsze dla niektórych to jakaś atrakcja. Dla mnie praktycznie żadna, co widać będzie na zdjęciach.
Pomyślałem sobie, że dla socjologa może to być nie lada gratka w postaci obserwacji nastrojów i zainteresowań ludzkich. No bo ile można stać z buzią otwartą z ciekawości i obserwować, gdzie zawodnik przesunie pionek. Wśród gapiów ze świecą szukać kobiet i ludzi młodych, przeważają panowie w wieku, nazwijmy to średnio-zaawansowanym. Jedni stoją kontemplując każdy ruch, inni emocjonalnie chwalą się co oni by zrobili w takiej sytuacji (jak panowie poniżej).
Na tym samym placu znajdują się stragany z książkami, one bardziej przyciągnęły moją uwagę, co również widać na fotografiach. Szukałem tam dla zaspokojenia własnej ciekawości, polskich autorów, ale nic nie znalazłem. Nie byłem zaskoczony, gdy ujrzałem za to powieści Coelho i oczywiście Harrego Pottera. Poza tym perły literatury, seria która w Polsce ukazywała się z Gazetą Wyborczą, oprawa niemalże identyczna.
Zdjęcia jak doskonale widać wykonywał Sebastian, znalazłem się na nich przez przypadek. À propos zdjęć to wiele fotografii zamieszczanych na tym blogu jest autorstwa Sebastiana. Po prostu bardziej wgłębiał się w kulturę, twierdząc jednocześnie, że będzie miał własne fotografie do prac na studiach. Wyraził zgodę na ich publikację, za co jestem wdzięczny.
poniedziałek, 7 kwietnia 2008
Gra w szachy
niedziela, 6 kwietnia 2008
Svrzina Kuća
Czym jest Svrzina Kuća? To tradycyjny dom muzułmańskich mieszczan z XVIII wieku. Aby do niego dotrzeć trzeba się wspiąć na górę, dokładnie do mieszkalnej części Sarajewa. Panuje w nim tradycyjny podział na część męską czyli selamluk, żeńską czyli haremluk i ogólną, nazwijmy ją gościnną. Dodatkowo dom posiada wewnątrz dziedziniec.
Wrażenie na mnie wywarła wielkość domu, a także przydział poszczególnych pomieszczeń określonym czynnościom. O bogactwie dawnych mieszkańców z pewnością może zaświadczyć wyposażenie domu. Wielość naczyń, dywanów, tkanin, pięknie zdobione meble. Na swój sposób urzekła mnie kuchnia wyglądająca niczym statek parowy.
Z tego co pamiętam Svrzina Kuća podlega pod Muzeum Narodowe Bośni i Hercegowiny, gdzie w części etnograficznej można zobaczyć "w pigułce" dom mieszczański w postaci jednej izby, w której dumnie zasiadają manekiny.




sobota, 5 kwietnia 2008
Vječna vatra
Vječna vatra, czyli wieczny ogień to miejsce w samym środku stolicy Bośni i Hercegowiny. Znajduje się na początku głównego deptaku, proszę wierzyć na słowo, nie da się tamtędy nie przechodzić i nie zauważyć. Można nie wiedzieć czym jest, ale to już inna sprawa.
Czymże jest vječna vatra? Przyznam szczerze, że sam musiałem zapytać kogoś bardziej kompetentnego w tej kwestii, czyli Sebastiana. Udzielił rady, także wiedza jest sprawdzona. Mieszkańcy Sarajewa określają często to miejsce mianem "guma koja gori" czyli palącej się opony. Coś w tym jest. Lampion ma okrągły kształt i może budzić takie skojarzenia, jednak po lepszym przyjrzeniu się zielona obwódka to wieniec laurowy wykonany z jakiegoś bezpiecznego w zetknięciu z ogniem materiału. Świadczy on rzecz jasna o zwycięstwie. Jak wiadomo ogień to w większości kultur symbol pamięci i trwania. Tak też jest w tym przypadku. Vječna vatra upamiętnia wyzwolenie Sarajewa podczas drugiej wojny światowej, a jednocześnie jest pewną oznaką istnienia i trwania państwa, bardziej w wymiarze ludzkim niż instytucjonalnym. Miejsce to także historyczny przykład jedności zamieszkujących te ziemie narodów.
piątek, 4 kwietnia 2008
Pozostałości po olimpiadzie
Temat niby na czasie. Ja nie mam prawa pamiętać, niemniej jednak w 1984 roku w Sarajewie odbyły się XIV Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Polacy specjalnie za dużo sukcesów na nich nie odnieśli, medali nie otrzymali wcale i można by skończyć ten smutny opis. Ciężko być może niektórym w to uwierzyć, ale o Sarajewie można obecnie spokojnie powiedzieć, że jest ośrodkiem sportów zimowych.
Infrastruktura z tamtych czasów częściowo zachowała się. Przy dworcu stoi tablica witająca sportowców z wilkiem Vućko, maskotką imprezy. Trochę farba z niej schodzi, a belki mocujące zżera rdza. Na dworcu, przy kasach biletowych, nad zegarem kolejna tablica Sarajevo'84. Zorganizowanie igrzysk to w dalszym ciągu powód do dumy. Inną pamiątką jest słup znajdujący się niedaleko stadionu z pięcioma kołami, symbolami olimpiady.
Jako ciekawostkę dodam, że Sarajewo ubiegało się o ponowną organizację Igrzysk Olimpijskich w 2010 roku, przegrało z Vancouver.
Od 1984 roku nastąpiło sporo zmian w Sarajewie. Po pierwsze obecnie jest stolicą niepodległego państwa - Bośni i Hercegowiny. Aż chce się dodać podzielonego na dwie republiki. Stadion olimpijski Koševo przez ładnych kilka lat był cmentarzem, dzisiaj jego okolice to również cmentarz. Takie smutne zderzenie rzeczywistości z olimpijską ideologią pokoju.
czwartek, 3 kwietnia 2008
Klatka schodowa
Gdzieś, kiedyś chodząc po Sarajewie zrobiłem takie zdjęcie:
Fotografia bardziej z cyklu "życie codzienne", niż "z podróży", ale jest coś urzekającego w tym co przedstawia. Widoczne po środku szyny nazwałbym kolejką górską, dla mieszkańców to zwykła winda. Blokowisko wygląda jakby każdy lokal dobudowywany był oddzielnie, a poszczególni lokatorzy wykazywali się nadzwyczajną inwencją w tworzeniu własnego mieszkania. Jedne mają balkon, inne jakby taras, sąsiad z góry już tylko okno, kolejne wyglądają na nowsze i ogólnie na niezbyt duże. Symetrii tutaj nie znajdziesz. Najciekawszą rzeczą widoczną na tym zdjęciu jest brak jednolitej miary budynków. W kilku miejscach można zauważyć, że stykające się ze sobą bloki mają piętra na różnych wysokościach
Zastanawiam się czy to rozwiązanie z windami jest takie praktyczne, skoro niektórzy i tak po wyjściu z żółtego wagonu muszą wejść na górę kilka pięter. Z drugiej strony wolałbym mieszkać na górnych piętrach, gdyż tam jest dostęp do światła dziennego o czym mogą zapomnieć ludzie z dolnych kondygnacji wyżej położonych budynków. Ciekawe czy trudno mieszka się na osiedlu powstałym w taki sposób?
środa, 2 kwietnia 2008
Sebijl
Sebijl to według internetowych źródeł studnia znajdująca się na głównym placu Baščaršiji, czyli czegoś co do tej pory nazywałem Starym Miastem. Mi w głowie się nie mieści, że coś co leży na obrzeżu stanowi centrum, ale niech tak będzie. Jest to element najstarszego układu wodociągów w Europie, pochodzi z 1537 roku. Miejsce o tyle zwykłe, co niezwykłe, jedno z najbardziej rozpoznawalnych w Sarajewie, powiedziałbym nawet symbol.
Dookoła znajdują się niewielkie pawilony, może lepiej nazwę je sklepikami, oferujące głównie pamiątki m.in. azjatyckie zabawki z plastiku, dżezwy i inne naczynia, cytaty z Koranu oprawione w ramki i całą masę innych rzeczy na orientalną modłę. Coś o czym zapomniałem wspomnieć przy pisaniu o Mostarze, a co powtarzało się z uporem maniaka w innych miejscach to turystyczny hit tutejszych straganiarzy. Chodzi mi o długopisy w formie nabojów do broni. Za pomysłowość 5 punktów, za poczucie humoru 2,5, za takt 0. Moim zdaniem Sarajewo bardziej powinno stawiać na orientalizm, niż elementy historii najnowszej. One i tak prędzej czy później trafiają do świadomości turysty.
Przy okazji oglądania studni i poruszania się w tamtych okolicach dwukrotnie zaczepiała nas pewna blondynka, zdaje się narkomanka. Jej rozmowa zaczynała się w stylu: Mówisz po angielsku? skąd jesteś? -następnymi słowami to była prośba o 1 KM, Euro, czy wszystko jedno co tam masz. Za drugim razem jakoś szybciej skończyliśmy rozmowę, chyba nas poznała, żeśmy nie kumaci, do tego dusigrosze.
Przyszłym turystom jako alternatywę dla narkomanki polecam mieszczącą się w pobliżu cukiernię usytuowaną na rogu, vis a vis przystanku tramwajowego, narożny lokal tuż przy przejściu dla pieszych. Ciastka cholernie słodkie, ale większość ludzi to uwielbia. Przyznam się tutaj do jednego mojego zboczenia: jestem smakoszem bajaderek. Tak, jedni smakują wina, inni sery, jeszcze inni pasjonują się kuchnią poszczególnych krajów, a ja bajaderkami! Jem je w ogromnych ilościach, nie ma u mnie żadnego święta bez tego "śmieciowego" przysmaku. No i pierwsze co zrobiłem po przekroczeniu progów wyżej wspomnianej cukierni to szukałem bajaderki. Każdy słodki lokal je ma, bo przecież nic się nie może zmarnować. Ten też miał, pod nazwą bombice. Nazwa mnie wcale nie zaszokowała wszak u nas nazywają je bombami, kartofelkami. Małe w kształcie spłaszczonej kuli, smak przeciętny, żadnych powideł w środku, ale nie były też suche. Cukiernię polecam, bo było kilkanaście innych rodzajów ciast.
wtorek, 1 kwietnia 2008
Budynek Parlamentu
Płonący i ostrzeliwany budynek parlamentu w Sarajewie to jeden z najbardziej rozpoznawalnych wojennych kadrów w Bośni i Hercegowinie. Łatwo było nakręcić jego upadek ze względu na widok z okien ze znajdującego się po drugiej stronie ulicy hotelu Holiday Inn, gdzie rezydowali podczas wojny zagraniczni dziennikarze.
Na początek słowo wyjaśnienia. Jakże byłem zdziwiony, kiedy na świeżo odbudowanym budynku mieściła się tablica informacyjna iż jest to siedziba Rady Ministrów, a nie Parlamentu. Ten drugi znajduje się tuż obok, jest sporo niższy i dalej nosi ślady wojny. Aby było ciekawiej obydwa budynki mają ten sam adres, a pokazywane są zamiennie. Ciężko się w tym połapać. Dla jasności opisuję ten bardziej widowiskowy, czyli obecną siedzibę rządu.
Do niedawna jeszcze górujący nad miastem wrak, dzisiaj jest jednym z najbardziej wybijających się w podniebną przestrzeń i olśniewających wieżowców. Na tle okolicznej zabudowy wyróżnia go oczywiście wysokość, ale też ciekawy - morski kolor czy bijąca od niego aura nowości i tchnienie luksusu. Został odbudowany za sprawą Grecji o czym nie omieszkali przypomnieć płachtą z napisem. Aby nie było za pięknie śladami po kulach i zniszczoną elewacją straszy tuż obok siedziba parlamentu.
Wieżowiec jest zwrócony ku ulicy bokiem, dzięki czemu widać, że jest dwuskrzydłowy. Przestrzeń wokół siedziby Rady Ministrów pozostawia wrażenie pustki. Schodki i podjazdy wokół z pewnością dobrze mogliby spożytkować rolkarze i deskorolkarze, bo w momencie naszych odwiedzin jedynie protestujący ekolodzy rozstawili tam swoje tablice i namioty.
Miejsce na którym stoją budynki administracyjne jest niezbyt oddalone od centrum, trzy przystanki tramwajowe od Starego Miasta i zadziwiająco mało oblegane. Ale jest na to wytłumaczenie. Jeśli ktoś pragnie mieć zdjęcie z morskim wieżowcem w tle, może je wykonać z wielu punktów miasta, głównie chodzi mi o wzgórza, czyli nieoficjalne tarasy widokowe.
Ministrów i parlamentarzystów z pewnością nobilituje sąsiedztwo, mianowicie Fakultetu Filozoficznego (widać go na zdjęciu na górze) i Muzeum Narodowe Bośni i Hercegowiny.
Jadąc do Sarajewa nie wiedziałem zbyt wiele o tym mieście. Budynek Parlamentu był pewnym wyznacznikiem. Miałem wrażenie, że go znam. Nic bardziej mylnego! Żadne zdjęcie nie potrafiło oddać prawdziwego charakteru i wyglądu okolic tego miejsca. W pamięci miałem kilka filmów, które oglądałem o wojnie w Bośni. Zwłaszcza te pokazujące ostrzał snajperski, dźwięki świszczących kul z automatów, operatorów kamer próbujących nadaremnie znaleźć miejsca strzelców, ludzi chowających się za transporterami wojsk pokojowych. Czasem szybkie mignięcia pokazywały ofiary ostrzału, ludzi którzy nie zdążyli ukryć się, czasem rannych, których próbowano przenieść w miarę bezpieczne miejsce, czasem już niestety zabitych. Przeważnie były to dokumenty tworzone, aby pokazać, że ludzi skazano na życie w oblężonym mieście, w którym nie było wody, prądu, żywności, leków, krótko mówiąc miasta - piekła, z którego nie można było się wydostać i miasta, w którym fałszywy krok, wyjście na ulicę mogło oznaczać śmierć.
Takie sceny rozgrywały się między innymi przed budynkiem Parlamentu. Tutaj nagrano jak snajper zabił francuskiego żołnierza sił ONZ, w innym miejscu zarejestrowano taką scenę.
Stary budynek Parlamentu był pomnikiem wraz z którym spłonęły marzenia Bośniaków o pokoju w niepodległym kraju. Dążąc do całkowitego zniszczenia instytucji chciano pokazać, że nie świadczy ona usług na rzecz określonej grupy obywateli, chodziło o zaprzeczenie istnienia państwowości w takiej postaci. Dzięki medialności widowiska osiągnięto do pewnego stopnia pożądany skutek. Pozostaje mieć nadzieję, że odbudowany budynek rządu i być może naprawiony w najbliższym czasie Parlament będą w stanie utrzymać spokój i porządek w Bośni i Hercegowinie, w dalszej perspektywie także bez pomocy międzynarodowych organizacji.
