Nie napisałem w poprzednich postach dokąd, ani nawet w jakim kierunku udaliśmy się po opuszczeniu Trebinje. Mianowicie chcieliśmy się dostać z powrotem do przychylniejszej nam, jako turystom, części BiHu. Towarzyszyła temu swego rodzaju desperacja, ale kierowaliśmy się na Medjugorie jak do Ziemi Obiecanej, która da nam schronienie. Desperacja wynikała z faktu, iż czas leciał nieubłaganie, byliśmy zmęczeni, na bilet z Sarajewa do Trebinje i z Trebinje dalej poszło sporo pieniędzy, a wiedzieliśmy, że przed nami jeszcze przesiadka.
W tym autobusie przechodziłem kryzys przejawiający się brakiem chęci do czegokolwiek, co nazwałbym zdruzgotaniem. Jako tabletkę uspokajającą powtarzałem sobie co jakiś czas w myślach "tylko nie mów sobie, że jest ci wszystko jedno". Trudno powiedzieć czy pomogło, ale tego samego dnia późnym wieczorem było po kryzysie. Wyprzedzam fakty, bo dzień też się późno skończył.
Przed nami w Isuzu siedziały dwie dziewczyny, które umilały sobie podróż czytając jakąś miejscową gazetę. W pewnym momencie zauważyłem pokrywające całą stronę znajome twarze. Któż to mógł być? Bracia Kaczyńscy, a jakże! Nie pamiętam dokładnie o co tam chodziło, ale była to jakaś rocznica naszego rządu, na którego czele stał Jarosław Kaczyński, no i tekst opierał się oczywiście na ciekawostce, że oto bracia bliźniacy rządzą jednym krajem. Tak poza tym to praktycznie całą wyprawę do BiHu wszelkie media były nam nie po drodze. Jakie to cudowne uczucie.
Zdjęcia, które zaprezentuję w tym poście to obrazy zarejestrowane gdzieś na uboczu drogi, podczas chwilowej przerwy w drodze z Trebinje do Čapljiny. Fotografie przypominają mi trochę melancholijny stan ducha w miejscu, którego nie potrafię nawet określić, niepewność jedyną w swoim rodzaju i pocieszający w tej sytuacji ton Grechuty "Gdziekolwiek będę, cokolwiek się stanie".
sobota, 19 kwietnia 2008
W drodze
piątek, 18 kwietnia 2008
Trebinje zza szyby
Po godzinie 14 przyjechał autobus, nawet bardziej bus, marki Isuzu, popularny środek transportu zbiorowego w Bośni. Jak na linii wołomińskiej fotele napchane do granic możliwości. Za sprawą położenia geograficznego Trebinje temperatura na zewnątrz bliska była 30 stopni C, ile mogło być w zamkniętej puszce, pozbawionej klimatyzacji? Nigdy nie byłem dobry z fizyki, ale zastanawiałem się dlaczego stałą praktyką kierowców autobusów na Bałkanach jest otwieranie dachu w stronę odwrotną do kierunku jazdy, co blokuje nawiew powietrza. Dla mnie to niezrozumiałe, ale może ma to jakieś uzasadnienie związane z ukształtowaniem powierzchni tego regionu. Może boją się, że za sprawą fantazji z jaką kierują pojazdami, górne klapy pod naporem powietrza im odfruną.
Post nosi tytuł Trebinje zza szyby, co znaczy, że opublikuję kilka fotografii zrobionych przez okno pędzącego Isuzu. Myślę, że jakbyśmy zostali w tym mieście mielibyśmy co zwiedzać, a teraz opisywać, tam jest pięknie. Niestety, wyszło jak wyszło, może kiedyś tam jeszcze pojedziemy, póki co możemy poszczycić się samym faktem obecności w Trebinje, mało który z turystów tam zagląda.





czwartek, 17 kwietnia 2008
Trebinje
Droga z Sarajewa do Trebinje to spory kawałek kraju. Podróż zajęła 6-7 godzin, praktycznie w całości ją przespaliśmy, jedyne co zauważyłem, gdy otwierałem oczy, że autobus coraz bardziej pustoszeje, przy jednoczesnej wymianie pasażerów. Miastem, które pamiętam, że był w nim przystanek to Gacko, koło dworca autobusowego mignął złoty dach jakiejś świątyni, poza tym ulice tętniące życiem stanowiły wyróżnik po pustych bezdrożach kraju.
Dojeżdżając do Trebinje miałem nieodpartą chęć nie wysiadania z autobusu. Wcześniej takie uczucie miałem tylko raz we wczesnym dzieciństwie na jednym z pierwszych wyjazdów kolonijnych. Starałem się je hamować. Wysiedliśmy z autokaru, nikt oczywiście na nas nie czekał, tego się spodziewałem. Zdziwiłbym się, gdyby jednak ktoś czekał. Pierwsze obrazy miasta mnie po prostu rozczarowały, miałem ochotę opuszczenia go jak najszybciej, ale nie zdradzałem się z tą myślą, zapytałem Sebastiana, "co robimy?", po czym on podzielił się ze mną swoimi odczuciami, jakże zbliżonymi do moich.
Co nas tak źle nastawiło do Trebinje? Stosunkowo mała szansa znalezienia noclegu w niskiej cenie, jakieś tam hotele były, ale jak szukać tych tanich? Czy w ogóle są, skoro turystów poza nami tam nie było? W zły nastrój wprowadzał widok dworca autobusowego, rozlatujący się budynek z powybijanymi szybami, wszędzie dookoła walającymi się śmieciami i miejscem po ognisku w poczekalni. W dworcowej informacji siedział sobie starszy człowiek, chyba hobbysta i dzielił się z ludźmi swoją wiedzą na temat odjazdów i przyjazdów autobusów. Bardzo dobrze, że był ktoś taki, jego pamięć zastępowała rozkład jazdy. Równo o godzinie 14 zniknął, tak samo jak dworcowa bufetowa zwinęła interes.
Postanowiliśmy coś zjeść i ruszać dalej. Po sarajewskich burkach, ten z Trebinje nie czarował smakiem. Miał inną formę, był zawijany od środka niczym ślimak, zwykła buła wypchana mięsem, ciasto nie te. Świadectwem, że to miasto w ogóle żyje, był zapchany autobus komunikacji miejskiej który przejeżdżał koło dworca, pod naporem ludzi jechał z otwartymi drzwiami. Bardziej to przypominało przepełnione koleje w Indiach, niż europejski środek transportu.
W drogę!
